Znów o schronisku

Opublikowano: 05.01.2015

W najbliższym czasie możemy się spodziewać drugiego etapu konsultacji społecznych w sprawie budowy nowego schroniska dla zwierząt w Kobylimpolu.

Podczas pierwszych, sceptykom i przeciwnikom tej budowy radni miejscy - Lewandowski i Kretkowska - zalecili wycieczkę do Berlina. Na Falkenbergu w 2001 wybudowano wspaniały, nowoczesny i wielofunkcyjny obiekt, z którego projektant poznańskiego schroniska czerpał natchnienie. Na 16 ha za ok. 48 mln euro powstał kompleks wielu betonowych pawilonów o ciekawych rozwiązaniach architektonicznych i funkcjonalnych.

W otoczeniu wody i zieleni zwierzęta mają luksusowe warunki, jednak prawdziwego domu i miłości właściciela nic im nie zastąpi. Niemcy tak samo jak Polacy lubią zwierzęta i tak samo bywają lekkomyślni, podejmując opiekę nad nimi. Dlatego w okresie urlopowym w schronisku szykuje się dodatkowe miejsca dla porzuconych zwierząt. W Berlinie można „uczciwie” oddać kłopotliwe zwierzę do przytuliska (bez przerzucania przez płot), uiszczając za nie opłatę pobytową i pokrywając koszty szczepień. Wszystko wygląda pięknie i wspaniale.

U nas ponoć też tak ma być. Niestety chyba nie! Poziom finansowy i zaangażowanie społeczne naszych obywateli jest znacznie niższe niż berlińczyków. Darczyńców, którzy wspierają zwierzęta milionowymi datkami, raczej u nas brak. A obiekt w Berlinie wzniesiono z takich datków i z nich nadal się rozbudowuje. Władze stolicy Niemiec nie dały na Tierheim ani grosza. Wszystko powstało dzięki Berlińskiemu Towarzystwu Przyjaciół Zwierząt i z indywidualnych składek mieszkańców miasta, które zresztą nadal wpływają. Utrzymanie obiektu i porzuconych zwierząt leży również w gestii towarzystwa i donatorów. Miasto pokrywa tylko ok. 10% kosztów z 8 mln euro, które są rocznie potrzebne na ten cel. Schronisko prowadzi też działalność komercyjną – cmentarz dla zwierząt, księgarnię, sklep z akcesoriami zwierzęcymi, pchle targi, klinikę weterynaryjną. W całym Berlinie w marketach i szkołach umieszczone są pojemniki na karmę dla zwierząt, z których raz na tydzień jest odbierana i przewożona do schroniska. Berlińczycy mają mnóstwo pomysłów na utrzymanie i rozbudowę wspólnego domu dla niechcianych zwierząt, z którego są niezwykle dumni.

Władze Poznania mają pomysł, żeby bogaci poznańscy podatnicy sfinansowali nowe schronisko ze swoich "obowiązkowych datków" w kwocie 34 mln zł. Myślą porzucone zwierzęta upchnąć między dwie nitki towarowej trasy kolejowej (w niedługiej przyszłości „Tn-T”), narażając je na drgania - powodowane przez ok. 300 pociągów towarowych dziennie na jednej nitce oraz znaczny hałas (w alternatywnej lokalizacji na Garaszewie – miedzy 3 nitki tej trasy). Teren otrzymały za przysłowiową złotówkę za długi kolei, więc trzeba go szybko wykorzystać. Niestety nie pyta się mieszkańców, jakie mają potrzeby i co innego można zrobić z tymi działkami. Przyszłość utrzymania schroniska widzą w jego rychłej prywatyzacji, która nie wiadomo jak ma wyglądać. Za to wiadomo jak się kojarzy, szczególnie w kontekście spalarni zwłok (obecnie ok. 500 zł/ kg spalonego ciała kotka, czy pieska). Czy to nie Interes marzenie?

Zapomina się też o gatunkach dzikich  zwierząt, w tym prawnie chronionych, zamieszkujących teren planowanej inwestycji. Kto, gdzie i jak je przeprowadzi? Co z krystalicznym ciekiem wodnym Darzynka, zasilającym stawy maltańskie i Cybinę? Ma być zabetonowany i wpuszczony w rurę. Urzędnicy miejscy i niektóre media tworzą  obraz mieszkańców oraz działkowców z okolic Kobylegopola  jako bezmózgich, samolubnych wrogów "mniejszych braci". Wg niektórych dziennikarzy tubylczy ciemnogród mówi "schronisko tak, tylko nie u nas". Na likwidację starego obiektu przy Bukowskiej z niecierpliwością czekają developer i mieszkańcy osiedla, którzy dadzą na mszę, gdy pozbędą się uciążliwego sąsiedztwa.

Dlaczego budowy nowego schroniska nie wspierają finansowo polscy przyjaciele zwierząt? Myślę, że w tym przypadku nastawieni są tylko na tworzenie opinii i roszczenia wobec miasta. Pewnie mają też mniejsze finase niż Niiemcy. Brak jest im - niestety - operatywności Berlińczyków. Chyba nikt u nas nie wpadł na pomysł partnerstwa finansowego: organizacje, chroniące prawa zwierząt i miasto lub cała aglomeracja poznańska. Przecież ok. 5 km od planowanej budowy, w Rabowicach pod Swarzędzem, powstaje międzygminne schronisko. Na znacznym i nieoprotestowanym przez sąsiadów terenie planowano też amfiteatr i sztuczne jezioro. Niestety gminy, budujące to schronisko, nie mają pieniędzy na realizację ciekawej koncepcji w pełnym zakresie. Może lepiej dorzucić brakujacą kwotę (ok. 9 mln dla Rabowic w stosunku do ok. 34 mln na schronisko Kobylepole)? Budowa schroniska dla całej aglomeracji poznańskiej byłaby bardziej ekonomiczna i budziłaby mniej kontrowersji. Mieszkańcy Kobylegopola, niestety tylko internetowo, nawiązali kontakt z wolontariuszami ze schroniska w Berlinie, którzy może nas odwiedzą. To od nich mogliśmy dowiedzieć się róznych ciekawostek o Tierheimie. Proszę, szukajcie terminu następnych  konsultacji na stronach miasta. Wstawcie się na nie licznie, żeby wyrazić swoje opinie i pomysły w sprawie budowy nowego schroniska dla zwierząt w Poznaniu, niekoniecznie zbieżne z moimi.                        

Wróblica z Darzyboru

Wróc do listy