Wywiad z kandydatem: Krzysztof Bartosiak

Opublikowano: 26.10.2014

Jak to się stało, że został Pan społecznikiem?

Krzysztof Bartosiak: Udzielać się i brać czynny udział w życiu społecznym lubiłem od zawsze. Jeszcze w szkole podstawowej należałem do harcerstwa, byłem ministrantem oraz czynnie uprawiałem sport. Rodzice moi nie należeli do krezusów, tak więc w wakacje imałem się rożnych zajęć, aby za zarobione pieniążki zapewnić sobie większe kieszonkowe.

Lubiłem pomagać z ukrycia. Był kiedyś taki program telewizyjny, nazywał się bodajże "Niewidzialna Ręka", gdzie młodzież pisała o tym, co zrobiła pożytecznego i nie dała się na tym przyłapać. Bardzo spodobała mi się ta formuła. Postanowiłem być jednym z takich "niewidzialnych". Potajemnie zimą odgarniałem śnieg z zasypanego chodnika, nosiłem opał pod drzwi starszych ludzi lub mniej potajemnie biegałem po zakupy schorowanemu sąsiadowi. Te drobne przecież gesty pozostają człowiekowi na dłużej.

Chciałem służyć ludziom. Marzyłem wtedy by zostać... księdzem. Pewnie i bym nim został, gdyby nie śmierć mamy, rozpacz taty i moje rodzeństwo. W wieku 14 lat stałem się nagle dorosły. Postanowiłem pomóc tacie i po szkole pracowałem, a wieczorami pomagałem mojemu młodszemu rodzeństwu. Ze sportem niestety musiałem skończyć, lecz duch rywalizacji tkwi we mnie do dziś. Tamte lata nauczyły mnie pokory, cierpliwość i wytrwałości. Ale czas na wysłuchanie drugiej osoby miałem zawsze. Niczym spowiednik wsłuchujący się w monolog grzesznika, potrafię słuchać ludzi i słyszeć o czym mówią.

Przez lata małżeństwa byłem trochę "zakamuflowanym społecznikiem" do czasu, gdy powrót z pracy do domu zaczął mi sprawiać problem. Zaczęło się od... płotu odgradzającego przejście z przystanku autobusowego do naszego osiedla. Często zdarza mi się wracać w środku nocy z popołudniowej zmiany (pracuję jako motorniczy w MPK). Przy okazji budowy Oddziału Zakaźnego Szpitala im. Strusia uniemożliwiono mi w miarę szybki powrót do domu. Musiałem nadkładać drogi z Os. Rusa do ul. Żelaznej. Wiadomo: nocą to człowiek marzy by czym prędzej położyć się spać. Nie pragnie spacerować, nadkładając ok. 1,5 km drogi, by wrócić do domu.

Cieszyłem się, że wkrótce powstanie linia tramwajowa, która połączy nasze osiedla z miastem. Tu też spotkało mnie wielkie rozczarowanie! Linia owszem powstanie, ale nie będzie doprowadzona do naszego osiedla. Nowa zajezdnia tramwajowa wybudowana zostanie przy naszych osiedlach, a pętla tramwajowa powstanie od strony Centrum Handlowego M1. Poczułem się wtedy jak więzień na spacerniaku, któremu wolno pospacerować tylko tam, gdzie wolność ograniczona została murem lub jak kto woli... płotami! Postanowiłem powalczyć o swoją wolność!

Co jest najważniejsze w Waszej działalności? Co powoduje, że poświęcacie swój wolny czas na sprawy miasta?

K.B.: Najważniejsi są ludzie. Ci zwykli, którzy nas otaczają, bo przecież czuję się jednym z nich. Miasto to przecież takie większe osiedle. Troski i kłopoty, które dotyczą zwykłego Nowaka z osiedla, przekładają się na problemy wielu Nowaków. Dlatego można powiedzieć, że my - mieszkańcy różnych osiedli Poznania - tworzymy jeden organizm - miasto!

Jak powstawała lista Waszego okręgu? Jak scharakteryzowałby Pan kandydatów z listy, którą Pan otwiera? 

K.B.: Listę naszego okręgu tworzą ludzie oddani drugiej osobie - bliźniemu! Dali się oni poznać jako doskonali społecznicy, bez reszty poświęcający się temu co lubią, czyli pracy z ludźmi i dla ludzi!

Proszę w paru słowach przedstawić swoich kolegów z listy.

K.B.: Przedstawię kilkoro kandydatów z naszej listy:

Hanna Grobelna - kocha ludzi i zwierzęta, ważny jest dla niej los wszystkich opuszczonych istot, dlatego angażuje się w sprawę optymalnej i bezkonfliktowej lokalizacji nowego schroniska dla zwierząt oraz w przyspieszenie budowy szpitala dziecięcego w Poznaniu, doskonała organizatorka, rzutka i konsekwentna w działaniu, uparta a jednocześnie dobra negocjatorka!

Hanna Witkowska - otwarta i miła, łatwo nawiązuje kontakt z drugą osobą, przez co potrafi być "dobrą duszą", bezkonfliktowa, ale potrafi być też dociekliwa i nie odpuszcza, gdy złapie temat! Potrafi się przeciwstawić bezmyślnym inwestycjom, które służą tylko wydawaniu pieniędzy podatników (plac zabaw dla dorosłych).

Piotr Kaczmarek - "Pomysłowy Dobromir", błyskawicznie znajduje rozwiązanie... każdego problemu, robi to z humorem i wdziękiem osobistym, nikt mu nie dorówna w zbiórce na kościelną tacę i negocjacjach z urzędnikami, dotyczących spraw Zielińca (wodociąg, droga)!

Katarzyna Czarnecka - nasza księgowa. Wyciśnie z delikwenta każdą zaległą składkę, jednocześnie ze stoickim spokojem wszystko rozpisze po stronie przychodów i rozchodów, przecież "bilans musi wyjść na zero"!

Joanna Marciniak – Potrafi doradzić w trudnych chwilach, jak trzeba to pocieszy i pomoże!

Robert Waraczewski – Zawsze gotowy do poświęceń, nasz człowiek od akcji plakatowych, swoim stoickim spokojem potrafi zmylić przeciwnika!

Bartosz Rozynek - Młody adept działalności społecznej. Doskonale dogaduje się ze starszymi osobami i z dziećmi. Nie wstydzi sie tego, że jest ministrantem w Antoninku. Ma zadatki na doskonałego społecznika i może polityka !

Poprzestańmy na wyliczaniu każdego człowieka z listy. Ogólnie są to ludzie zaprawieni w niejednej potyczce z urzędnikami. Naprawdę warto na nich postawić!

Co trzeba zmienić w Poznaniu?

K.B.: W naszym mieście trzeba zmienić przede wszystkim mentalność... urzędników, a jak będzie to niemożliwe - ich samych! Uważam, że tak zwane "zasiedzenie" szkodzi nie tylko im samym, lecz przede wszystkim temu miastu. Nawyki, które utrwalają się po pewnym czasie u tej grupy, powodują zatrzymanie rozwoju tego miasta oraz jego wyludnianie!

O co przede wszystkim będzie Pan walczył jako radny?

K.B.: Przede wszystkim o to by głos zwykłych mieszkańców był bardziej słyszalny na Placu Kolegiackim! By to mieszkańcy decydowali o swoim losie, a nie jak dotychczas, pewne uprzywilejowane grupy, powiązane przy różnego rodzaju inwestycjach miejskich. Poszukam w Radzie Miasta ludzi myślących podobnie jak ja, by ponad podziałami klubowymi wypracować jedną płaszczyznę porozumienia. Będę mecenasem młodzieży. Zdolna młodzież nie może opuszczać tego miasta. Ona powinna tutaj pozostać, zakładać rodziny i zwyczajnie żyć! Będę prosił seniorów by swym doświadczeniem wspierali młodych ludzi, dając żywy przykład odwagi, siły ducha i wiary w to co się robi.

Leży mi też na sercu komunikacja, która przez tworzenie wciąż nowych spółek czy podmiotów, traci swą renomę w naszym kraju. Brak wizji, kompetencji a nie kiedy nawet arogancja, powodują odpływ coraz większej liczby pasażerów. Odpływ ów powoduje coraz wyższe koszty utrzymanie tejże, a w konsekwencji może doprowadzić do... bankructwa i utraty pracy przez znaczą część Poznaniaków

Wróc do listy