Nowy sport na Kobylimpolu

Opublikowano: 10.03.2014

Chcieliśmy demokracji, to mamy demokrację – urzędniczą. Kolejny raz przez nas wybrani zarządcy Poznania udowodniają mięsu wyborczemu, że do czasu nowych wyborów nie jest im już potrzebne. Mają innych, lepszych partnerów do podziału najcenniejszego łupu, jakim są miejskie grunty. Deweloperzy i przebiegli prawnicy mącą w miejskim kotle tak długo, aż wypłynie na wierzch jakiś smaczny kąsek, który łatwo wyłowią. Ponieważ są blisko kotła i mają dobre kwalifikacje, doświadczenie i refleks, łowią co chcą. Przepraszam, za zbyt długi wstęp ale jestem wkurzona! A domyślacie się jak wygląda „angry” wróbel. Ja, mały ptaszek z Darzyboru i inni mieszkańcy okolicznych fyrtli, musimy szybko stworzyć następne pismo, teraz do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Dostaliśmy kolejny list od Pana Prezydenta Miasta Poznania, w którym informuje o wydaniu „decyzji o odmowie uchylenia decyzji dotychczasowej” (fajnie to brzmi !) w sprawie wydanych w 2010 r. warunków zabudowy dla schroniska dla zwierząt w rejonie ul. Kobylepole. Dla niewtajemniczonych – na nasz wniosek w listopadzie 2013 r., zostało wznowione postępowanie administracyjne odnośnie wydanych warunków zabudowy dla tej inwestycji. Do czasu konsultacji społecznych pod koniec ubiegłego roku mieszkańcy Kobylegopola nie zostali poinformowani o  zamiarze budowy schroniska w ich okolicy. Nic nie wiedzieliśmy też o  powziętej już decyzji o warunkach zabudowy i to było podstawą dla naszego odwołania od jej wydania. Przez moment poczuliśmy się jak partnerzy w dyskusji z urzędnikami. Dostaliśmy odpowiedź, z której dowiedzieliśmy się o wznowieniu postepowania administracyjnego. Jednak po krótkotrwałej euforii otrzymaliśmy pisemny policzek. W nowej/starej decyzji odmówiono nam prawa do  wpływu na nasze nowe sąsiedztwo. Uzasadniono to faktem, że prawnymi sąsiadami przyszłego schroniska na Kobylimpolu są tylko właściciele działek bezpośrednio przyległych do tego terenu.  Ci nie protestują przeciw wydanym warunkom zabudowy. Głównym właścicielem tych terenów jest PKP, które to też sprzedały Miastu teren pod schronisko. Nie mają więc interesu w podważaniu jakichkolwiek decyzji Prezydenta Miasta Poznania w tym zakresie. Nasypom i torom kolejowym schronisko nie będzie przeszkadzać. Czy dla kogoś, zamieszkałego  kilka metrów dalej, taka lokalizacja inwestycji może nieść problemy, wkurzędników nie interesuje. Nie jest on w świetle obowiązującego prawa sąsiadem przyszłego schroniska. Właściciele i mieszkańcy domów na Kobylimpolu poczuli się jak przeniesieni w czasie do poprzedniego systemu. Bez ich udziału zadecydowano o ich przyszłych warunkach życia.  Do ich domów wkroczyła polityka, może w zaściankowym wydaniu ale weszła. Decyzja o budowie schroniska właściwie  zapadła 3 lata temu. Pokazowo próbuje się udowadniać, że mieszkańcy mają jeszcze coś do powiedzenia. Cicho zorganizowano konsultacje, o których nie poinformowano nawet Rady Osiedla. Bez ogródek powiedziano na nich, że schronisko z ul. Bukowskiej ma być przeniesione w nasze okolice. Opuszczony przez nie teren zostanie sprzedany deweloperowi. Część działek przy starym schronisku należy już do takiej firmy. Nowe mieszkania w sąsiedztwie  przytuliska dla zwierząt nie łatwo znajdą nabywców chyba, że ich cena będzie niska. Nie jest to w interesie deweloperów. Lepiej więc pozbyć się problemu i podrzucić schronisko nam, którzy w świetle uzasadnienia urzędniczej decyzji, nie są jego sąsiadami. Nie mają też więc prawomocnego głosu w dyskusji na ten temat. Czy mieszkają w odległości 150 m od przyszłej inwestycji (jak mieszkańcy bloku przy ul. Darzyborskiej, w tym ja stara wróblica), czy dalej (jak właściciele domów jednorodzinnych na ul. Borsuczej, Sępiej, Żbikowej, Majakowskiego) nie są stroną w tej sprawie. To po co w ogóle konsultacje ? Dla picu ?  Przy okazji stwarzania pozorów demokracji wysyła się  pisma, decyzje, odmowy itp.  Naszpikowane są terminami prawniczymi, których większości takie małe ptaszki jak ja nie rozumieją i chyba nie tylko ptaszki. Jak tu się nie wkurzać ? Rozwinęliśmy więc kolejną, nową dyscyplinę sportową – latanie do znajomych prawników, radców i życzliwych  urzędników w celu otrzymania ekspresowych objaśnień sformułowań w kolejnych pismach od Pana Prezydenta Miasta Poznania. Ja mam skrzydła, co prawda niewielkie i jakoś sobie z tym radzę.  Ale jak muszą się namęczyć moi sąsiedzi, którzy tych skrzydeł nie mają? Za to łatwiej im nosić ciężkie koperty z kolejnymi pismami do urzędniczej niszczarki. Uprawiamy więc dyscyplinę formułowania i wysyłania odpowiedzi na czas. Jaki będzie tego efekt - ten czas pokaże. Ale przecież ”trening czyni mistrza” !  W celu polepszenia bytu mieszkańców Kobylegopola połączyliśmy swoje siły w dwóch nowopowstałych stowarzyszeniach. Dla wszystkich ludzi (i ptaków z okolicy - szczególnie dla pięknych bażantów, zamieszkujących obecnie teren planowanego schroniska)  jest w nich miejsce i przyjazne serca prawdziwych sąsiadów. Bez względu na to jaki będzie wynik zawodów, zbliżyliśmy się do siebie i jesteśmy silniejsi.

Wóblica Hania

Wróc do listy