Darzybór - zapomniany fyrtel?

Opublikowano: 26.02.2014

Całkiem niedawno, na konsultacjach społecznych w sprawie budowy schroniska dla zwierząt na Kobylempolu, młody pracownik poznańskiego zoologu wyraził się o Darzyborze, że „jest zapomniany przez Boga i ludzi”. Stwierdził, że my jego mieszkańcy „mamy przerąbane”. Zwiedzał nasze okolice i miał wątpliwą przyjemność jazdy autobusem 55 w godzinie szczytu, na dodatek w towarzystwie kilku bezdomnych. Mimo to próbował nas przekonać do zaakceptowania projektu. Stwierdził, że lepszego miejsca na nowe schronisko nie ma. Chciałabym więc przybliżyć nasze realia i udowodnić, że nie czujemy się zapomniani! Pojazdy, dojeżdżających do Darzyboru linii autobusowych 55 i 52, są często oblegane wygrzewającymi się klientami ośrodków pomocowych, mieszczących się na ul. Borówki.

Głównie są to bezdomni mężczyźni, często delikatnie mówiąc - zapuszczeni. Bez żenady popijają różne ożywcze płyny na przystanku i w autobusie. Ani kierowcy, ani trzeźwi pasażerowie nie mają odwagi ich upomnieć. Policja jest wzywana tylko w skrajnych przypadkach. Interweniuje gdy leje się krew, albo ktoś użyje autobusu jak wychodka. Uczniowie, mieszczącej się blisko Szkoły Służb Społecznych, w naturze nabywają wiedzę z dziedziny więziennych tatuaży i grypsery, środków odurzających i koktajli a’la Manhattan ( np. cola pół na pół z denaturatem, wstrząśnięta nie zmieszana, bez słomki i parasolki).

W tym przypadku nie można powiedzieć, że ktoś o nas zapomniał. Przecież nas lubią i pamiętają, że drzwi centrum interwencji Borówki stoją tu zawsze otworem. Hojni mieszkańcy Darzyboru, prawie dobrowolnie zafundują piwko lub poczęstują papierosem. Bardziej pracowita część gości okolicznych przytułków przyczynia się do oczyszczenia dzielnicy. Zbiera butelki i puszki lub demontuje złom. Przy ul. Kobylepole są liczne ogrody działkowe, ktore stanowią dla nich kopalnię metalowych skarbów. Zresztą teren byłego ogrodnictwa kolejowego, na który z ul. Bukowskiej ma się przenieść schronisko, też został całkowicie oczyszczony z metalowych konstrukcji. Owoce i warzywa, z pieczołowicie pielonych przez działkowców grządek, są nieocenionym źródłem witamin dla niezapowiedzianych gości.

Nasi seniorzy są w doskonałej formie fizycznej. Od lat nie ma w okolicy żadnego sklepu (dawny pawilon handlowy też jest zdewastowany i odzłomiony), trenują więc codziennie podnoszenie ciężarów. Targają z miasta swoje zakupy oraz uprawiają biegi do autobusu. Biegi zresztą trenujemy wszyscy. Gdy na dworze jest ciemno, próbujemy dobiec szczęśliwie do domu, bez dziury w głowie i w kieszeni, czy skręconych kończyn i ubłoconej odzieży. Droga z przystanku nie jest oświetlona, a chodnik kończy się w kałuży i błocie. Darzybór stanowi więc przyjazne środowisko.

Zna i pamięta o nim „kolorowe” towarzystwo z całej Polski, któremu Bóg podpowiedział nasze współrzędne. Pan Prezydent Miasta Poznania też przypomniał sobie o otwartej, ciekawej nowych wyzwań i doznań naszej społeczności. Może wkrótce wybuduje nowe schronisko, które zapewni nam atrakcje w postaci szczekania sfory psów, smrodu składowanych fekaliów ( brak kanalizacji ), braku wody w bloku ( nie przez cały dzień dociera ona do mieszkań na 3 i 4 piętro, a schronisko ma korzystać z tego samego ujęcia) i ewentualnych skutków ubocznych spalania zwłok zwierząt w krematorium. Powiadam Ci, Młody Człowieku poznany w Sali Białej na pl. Kolegiackim, że się z Tobą nie zgadzam i udowodniłam chyba, że Darzybór nie został zapomniany przez Boga i ludzi. Wszyscy, jak chcą się czegoś lub kogoś pozbyć, o nim pamiętają. C.n.d.

Wróc do listy