Argumenty przeciw schronisku na Kobylepolu

Opublikowano: 31.01.2015

Ciągle słyszymy, że mieszkańcy Osiedla Kobylepole, którzy nie chcą na swoim terenie nowego azylu dla zwierząt, są bezdusznymi pieniaczami. Nie traktuje się ich jako stronę w postępowaniu administracyjnym i w rozmowach konsultacyjnych. Dla urzędników nie są bezpośrednimi sąsiadami przyszłej inwestycji. Zaś tory i nasypy kolejowe, które graniczą bezpośrednio z planowaną budową, to prawni i zgodni sąsiedzi.

Mamy tu do czynienia z arogancją urzędników i odczłowieczonymi decyzjami. My mieszkańcy osiedla kochamy zwierzęta i wielu z nas się nimi opiekuje. Zdajemy sobie sprawę z konieczności budowy nowoczesnego schroniska dla opuszczonych zwierząt z terenu Poznania. Warunki panujące na Bukowskiej są dalekie od standardów europejskich. Przebywające tam byłe "ludzkie zabawki" męczą się. Zgadzamy się z koniecznością poprawy ich bytu.

Stawia się nam za przykład wspaniałe schronisko w Berlinie na Falkenbergu. Zrobiliśmy rekonesans i przekonaliśmy się, że przykład ten jest naprawdę dobry i godny naśladowania. Jednak na tych dwóch w/w przykładach kończą się argumenty "za" nowym schroniskiem w lokalizacji przy ul. Kobylepole. Niestety argument pierwszy jest nie do zbicia, bo schronisko na Bukowskiej ma 50 lat i jest zbyt małe oraz przestarzałe. Argument drugi przemawia "za" ale tylko do momentu, gdy nie zbada się go od podszewki.

Azyl na Falkenbergu pobudowano z pieniędzy prywatnych darczyńców, na prywatnej działce i pod egidą Berlińskiego Towarzystwa Przyjaciół Zwierząt. Przeciętny podatnik z Berlina nie dał na jego budowę ani eurocenta. Dopiero po oddaniu schroniska do użytku podatnicy berlińscy dokładają tylko około 1/8 kosztów utrzymania (o kosztach tego schroniska lepiej nie dyskutujmy, bo są dla nas niewyobrażalnie wysokie).

Bogaty, poznański podatnik ma za swoje pieniądze sam zbudować nowe schronisko i je utrzymać. Nasze organizacje zajmujące się prawami zwierząt oraz indywidualni ich obrońcy nie zdobyli żadnych funduszy dla zainwestowania w schronisko, co mogły by zachęcić przeciętnego poznańczyka do dołożenia swoich podatków do tej budowy (partnerstwo publiczno-prywatne). Zresztą pieniędzy z naszych podatków nie ma i musielibyśmy się na ten cel znów zapożyczyć (niedokończone, rozgrzebane inne inwestycje miejskie i ok. 2 miliardów długu Poznania) i sprzedać teren schroniska na Bukowskiej (istniejące schronisko uniemożliwia developerom, którzy częściowo kupili już teren i częściowo nabyli dzierżawę wieczystą terenu przy schronisku, "zrealizować" w pełni swoich zamiarów inwestycyjnych).

Ze tej sprzedaży miasto może uzyskać ok. 30 milionów zł, co pokryłoby większą część kosztów budowy schroniska (planowany koszt budowy, podany podczas pierwszych konsultacji społecznych ok. 32-34 mln zł). Pieniądze te developerzy mają przekazać w perspektywie 2 lat. Zwierzęta zaś będą przenoszone na nowe, niedokończone miejsce azylu przy ul. Kobylepole, żeby móc w terminie przekazać inwestorowi teren przy Bukowskiej. Pomijając wszystkie gdybania w tym względzie i z punktu widzenia gospodarnego poznańczyka, trzeba kierować się argumentem ekonomicznym.

 

 

http://wtkplay.pl/video-id-15946-schronisko_dla_zwierzat_powstanie_poza_poznaniem

W pobliżu Poznania, w Skałowie k. Kostrzyna, powstaje międzygminne schronisko dla zwierząt (Związek Międzygminny "Schronisko dla Zwierząt - Schronisko"). Współinwestorem tej budowy jest Starostwo Powiatu Poznańskiego i 11 gmin - Czerwonak, Suchy Las, Pobiedziska, Kostrzyn, Kleszczewo, Swarzędz, Kórnik, Mosina, Puszczykowo, Komorniki i Nekla. Z większości z nich jest dalej do Skałowa, niż z Poznania (od centrum ok. 18 km). Argument "niemożliwości rozwiązania logistycznego" dowozu zwierząt z Poznania do Skałowa był podobno przesądzający o braku akceptacji koncepcji schroniska aglomeracyjnego dla poprzedniego Prezydenta Poznania. Trudno to zrozumieć, gdyż dojazd pod Kostrzyn to prosta, dobra droga nr 92 na Warszawę. Dobudowuje się też asfaltową jezdnię pod samo schronisko. Przy azylu przewiduje się przystanek autobusowy. Od dworca PKP jest tylko 2 km. Koszt budowy tego schroniska sięga nieco ponad 9 mln zł.

Wzorem dla tej inwestycji były również rozwiązania na Falkenbergu oraz w innych, nowoczesnych obiektach. Będą tam miejsca dla ok. 350 psów, kotów i innych porzuconych zwierząt, ogrzewanie podłogowe, największa w Polsce sala edukacyjna i ośrodek wykładowy dla studentów weterynarii z UP w Poznaniu, klinika weterynaryjna, cmentarz dla zwierząt, spalarnia zwłok i ogólnodostępna wybiegalnia dla psów. Były ambitne plany sztucznego jeziora i amfiteatru. Przecież to ma być teren edukacji, rekreacji i świadomej adopcji zwierząt.

Niestety zabrakło pieniędzy na wszystkie, ciekawe plany. Za fundusze, zaakceptowane przez radnych miasta Poznania i Prezydenta z budżetu na 2015 r., można by je w pełni zrealizować i dobudować pawilony dla dodatkowych zwierząt z terenu naszego miasta. Można by też rozszerzyć program czipowania zwierząt, stosowany w Poznaniu, w sposób jednolity - na całą aglomerację. Działka pod schronisko jest wystarczająca (ponad 5 ha, z możliwością powiększenia przez wykup). Inwestycja w Skałowie przebiega zgodnie z harmonogramem. Nie budzi też sprzeciwów społecznych.

Gdyby poznańscy decydenci dogadali się z Zarządem Międzygminnym, część psów z Bukowskiej udałoby się tam przenieść już w tym roku (ze względu na udział w kosztach na razie większa część pewnie będzie dla innych gmin - ale od czego są negocjacje i argument finansowy). Schronisko ma być oddane do użytku we wrześniu 2015 r. Koszty przystąpienia Poznania do tej inwestycji mogą wynosić ok. 10 mln zł. Jednak dokładną kalkulację muszą wykonać specjaliści. Kilku Członków Zarządu Międzygminnego oraz Pan Starosta Powiatowy Jan Grabkowski z wielką przychylnością odnoszą się do takiego projektu schroniska aglomeracyjnego. Gdyby wspólna inwestycja doszła do skutku, mielibyśmy wspaniały przykład myślenia władz w kategoriach szerszych społecznie i ekonomicznie. Aglomeracyjne Schronisko w Skałowie mogło by zostać pewnie najciekawszym rozwiązaniem tego typu w Polsce. Same koszty utrzymania też będą znacznie niższe niż eksploatacja osobnych, dwóch schronisk. Nadmieniam, że Zarząd schroniska międzygminnego zrzekł się wynagrodzenia za swoją pracę (a jak jest i byłoby w Poznaniu?).

Z prostego rachunku wynika, że na przyłączeniu do budowy schroniska dla całej aglomeracji poznańskiej miasto Poznań może oszczędzić ponad 20 mln zł! Za te pieniądze można zrealizować w Poznaniu obiekt z mieszkaniami komunalnymi, których tak brakuje dla przeciętnie uposażonych rodzin lub znacznie dofinansować ciągle odwlekaną budowę "Szpitala dla Małego Człowieka" (nasz pomysł nazwy, bo dziecięce szpitale poznańskie mają nieludzkie warunki lokalowe). W Poznaniu jest tyle koniecznych inwestycji, że pewnie można wskazać jeszcze inne, które powinny być zrealizowane już "na wczoraj". Może coś skapnęłoby na oświetlenie, kanalizację i przyłączenie do miejskiego wodociągu zapomnianej części Kobylegopola i Darzyboru oraz innych przedmieść Poznania? Może porządny poznańczyk oddałby część swoich długów i nie zostawiał ich następnym pokoleniom?

Wszystkie w/w problemy są nośne społecznie i rozwiązanie każdego zadowoli wielu mieszkańców miasta i przyszłych wyborców. Mam nadzieję, że argumentacja poznanianki ze starej kupieckiej rodziny i jej przyjaciół ze Stowarzyszenia Przystanek Folwarczna trafi do osób decydujących o kształcie naszego wspólnego Miasta Poznania.

Hanna Grobelna - sekretarz Stowarzyszenie Przystanek Folwarczna

Wróc do listy